Problemy z wiatrakami
2010-03-24

W ostatnim czasie nadspodziewanie wiele miejsca w polskich mediach zajmuje energetyka. Największa prywatyzacja w Europie w postaci debiutu PGE na GPW, krystalizowanie się planów rządu w sprawie budowy elektrowni atomowej, stałe rubryki w mediach ma już energetyka oparta na węglu.

 

Nieco w cieniu toczą swoją walkę inwestorzy chcący wzbogacić krajobraz polski o wiatraki. A to właśnie energetyka wiatrowa w 2009 roku doświadczyła największego wzrostu zainstalowanej mocy w stosunku do wszystkich innych technologii wytwarzania energii. Statystyki wskazują, że w zeszłym roku aż 39 procent (wobec 35 proc. w 2008 r.) nowo zainstalowanych mocy wytwórczych w Unii Europejskiej pochodziło z farm wiatrowych, przewyższając tym samym nowe moce z technologii wykorzystujących węgiel, gaz czy energię nuklearną. Według raportu Europejskiego Stowarzyszenia Energii Wiatrowej nakłady inwestycyjne na energię wiatrową wyniosły w zeszłym roku 13 mld euro.

 

W Polsce łączna moc farm wiatrowych to 724 MW, podczas gdy w naszym „unijnym benchmarku” – Hiszpanii to 2459 MW, a w sąsiednich Niemczech prawie 2000 MW. Dlatego rząd deklaruje chęć zwiększania udziału energii odnawialnej w bilansie energetycznym kraju, mimo, że Polska przez długi czas była poniekąd na marginesie energetyki wiatrowej, z nielicznym farmami wiatrowymi na Pomorzu.

 

W związku z tym pojawia się u nas coraz więcej firm zagranicznych, którym ku zdziwieniu niektórych ekspertów opłaca się budować także w innych częściach kraju. Jeszcze bardziej dziwią się mieszkańcy miejscowości, gdzie takie farmy miałyby powstać i mniej lub bardziej dosadniej starają się przekonać inwestorów do zmiany lokalizacji. Niechęć jest po części zrozumiała i sprokurowana przez rząd, ponieważ poparcie dla energetyki wiatrowej pozostaje w Polsce w sferze deklaratywnej. Do tej pory brak u nas klarownych regulacji prawnych dotyczących energetyki wiatrowej, które rozstrzygnęłyby główny problem, czyli minimalną odległość wiatraka od zabudowań. W Polsce jedynym wyznacznikiem pozostaje norma dopuszczalnego hałasu, co przy dzisiejszej technologii pozwala na stawianie 150-metrowych wiatraków rzucających cień na budynki mieszkalne.

 

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że na świecie wciąż toczy się dyskusja na temat wpływu infradźwięków wydawanych przez kręcący się wiatrak na organizm człowieka, a rozrzut wyników prowadzonych badań jest od „nie mają żadnego wpływu” do „mogą wpływać na zmianę struktury mięśnia sercowego”. Argument w postaci „zdrowie jest najważniejsze” trafia więc na podatny grunt, a problemy zdrowotne są szczególnie bliskie ludziom, od których potencjalny inwestor nie kupił ziemi pod budowę wiatraków (ostatnie przykłady do Duszniki w Wielkopolsce i Rozkochów na Opolszczyźnie).

 

Świadomość społeczna daleka jest bowiem od tej towarzyszącej planom budowy elektrowni atomowej. W tym wypadku nastąpiła duża ewolucja od „jestem za, byle daleko stąd”, do ostrej walki samorządów chcących za wszelką cenę przyciągnąć inwestycję za 20 mld euro na swój teren. Całość problemów energetyki wiatrowej dopełniają protesty ekologów (sic!) i ich nieoceniona troska o losy ptaków, które zamieszkują okolice planowanych wiatraków.

 

Co więc skłania kolejne firmy do budowy wiatraków w Polsce? Oczywiście pieniądze. Jak wiatrak już zacznie się kręcić to zarabiają podwójnie. Sprzedają energię (za około 180 zł za MWh), ale większe pieniądze dostają za sprzedaż tzw. zielonych certyfikatów, których ceny obecnie sięgają już 270 zł za MWh. Każdy koncern energetyczny musi z roku na rok sprzedawać coraz więcej czystej energii, której dowodem są właśnie zielone certyfikaty. Do operatorów trafiają sterty wniosków o przyłącz kolejnych farm, a każdy kolejny wiatrak podłączony do sieci oznacza dla operatora większy problem. Energia z wiatraków uzależniona jest od wiatru, a w sieci prąd musi płynąć cały czas. Niezbędne jest więc utworzenie rezerwy, na wypadek okresu bezwietrznego, co wiąże się oczywiście z kosztami, które ponosi już nie właściciel wiatraka, ale operator. A ten wcześniej lub później przerzuci je na końcowego użytkownika.

 

mediacyfrowe.pl