124 000 mniej na szczepionki każdego dnia
2009-11-09

Kilka dni temu upłynął termin „niezwłocznego” zwrotu kwoty głównej wraz odsetkami dla J&S Energy. Państwo pieniędzy na czas nie zwróciło. Ani kwoty głównej, ani odsetek. Oczywiście nikt nie kwestionuje faktu, że trzeba pieniądze oddać zgodnie z wyrokiem sądu. Pieniądze zabrane prywatnej firmie zasiliły jednak dwa lata temu budżet. Włożyć taką sumę do kotła było prosto, wyjąć jest trudno bo nie odłożono pieniędzy w oczekiwaniu na wyrok na osobne konto. Oczywiście odsetki każdego dnia powiększają się o kolejne 124 000 zł.

Egzekucja kary, 450 mln zł, odbyła się w nadzwyczajnym trybie. W zaledwie kilka dni po jej nałożeniu firma otrzymała nakaz płatności. Bez trwającego latami procesu, który pozwoliłby na wyjaśnienie sprawy i przygotowanie się firmy do zapłaty, bez wyroku sądu, niemal natychmiast po nałożeniu kary przez urzędników prywatny podmiot został zmuszony do wpłacenia kwoty przekraczającej jego zysk kilkadziesiąt razy. Mimo tego, że kwota jest ogromna nikt nie zastanawiał się czy firma zdoła zebrać wystarczające środki w szokująco krótkim czasie, czy nie zbankrutuje?

Na marginesie uważamy, że pomysł związany z szybkim trybem egzekucji kary był właśnie taki, że miało to doprowadzić firmę do bankructwa. Upadła firma jak wiadomo już się nie broni tak mocno a tutaj sprawa wydawała się prosta: nałożenie kary, natychmiastowy obowiązek zapłacenia, trudności w zgromadzeniu olbrzymiej kwoty, komornik, bankructwo. Plan się nie udał dzięki decyzji  akcjonariuszy o natychmiastowej wpłacie ponad 210 mln USD. Niewiele firm wytrzymałoby jednak takie potraktowanie przez państwo. Większość przypłaciłaby to bankructwem.

Państwo domagające się zapłaty takiej kwoty od prywatnej firmy bez wyroku sądu w nagłym trybie same nie jest w stanie postąpić podobnie. Międzynarodowe banki, które sfinansowały karę udziałowcowi J&S Energy nie mogą się nadziwić, że rząd mając wyrok sądu nie zwraca takiej kwoty w terminie narażając się na kolejne odsetki i konsekwencje prawne. Same odsetki i tak przekroczyły już sumę jaką miano wydać na szczepionki na grypę. Dla nas to przykra informacja, że pieniądze podatników które mogłyby pójść na szczepienia będą musiały zostać zwrócone prywatnej firmie, nawet jeśli jest ona naszym klientem. Tym bardziej, że pamiętamy konferencję PiS z karetkami pogotowie jakie miały być kupione dzięki świetnie nałożonej karze. A teraz okazuje się że nie tylko karetek nie ma ale na szczepionki zabrakło bo trzeba karne odsetki oddać. Dla akcjonariuszy karne odsetki to żaden prezent. Kwota główna została zamieniona bowiem na złotówki z dolarów. Dzisiaj nawet z karnymi odsetkami, w skutek zmiany kursu dolara do złotego, zwrócona kwota będzie znacznie niższa niż ta jaką wpłacono. Wszyscy na tym stracili.

Wygląda na to, że nie jest to efekt problemów strukturalnych w płatności ale zwykłego urzędniczego partactwa. Za które znowu zapłacimy my wszyscy. 

Komentarzy(53) »
Głowy na talerzu
2009-11-09

Agencja Rezerw Materiałowych zwróciła kwotę 450 mln zł, na razie bez odsetek, naszemu klientowi firmie J&S Energy. Pieniądze zostaną zwrócone przez firmę akcjonariuszom i bankom, które sfinansowały największą karę w historii polskiej gospodarki. Kwota trafiła na konto kilka dni po terminie i dwie godziny po naszym wpisie na blogu informującym o opóźnieniu.

Tylko same opóźnienia związane ze zwrotem sumy od dnia wyroku kosztowało podatnika prawie dwa miliony. Za kwotę odsetek można było kupić szczepionki dla wszystkich Polaków. Czy to koniec sprawy?

Uważamy, że w związku ze stratami jakie poniósł Skarb Państwa powinno zostać wszczęte śledztwo prokuratorskie. Wystarczy ustalić czy nałożenie kary było przyspieszane ponaglającymi telefonami z Pałacu (małego i dużego), nadaktywnością niektórych urzędników a przede wszystkim uniemożliwianiu zgromadzenia odpowiednich dokumentów (w tym zawarcia umowy z rafinerią). Jakoś nie chce nam się wierzyć, że nagle PKN, PERN i ARM bez porozumiewania się z politycznym zapleczem zaczęły pewnego dnia postępować w ten sam sposób. Nieudolność w nakładaniu kary pokazuje, że z pewnością nie są bez śladowe spotkania w tej sprawie, billingi telefoniczne, emaile itd. Skoro państwo oddaje niesłusznie zabrane pieniądze i samo musi zapłacić karę (odsetki) przyznając , że jest winne  to dlaczego nie ukarać sprawców? Przy znacznie mniejszej kwocie ABW i prokuratura w Płocku prowadzą śledztwo dotyczące PERN (przedostatni wpis w naszym blogu). Jeśli cała afera nie była bowiem błędem w sztuce urzędniczej, a kiepsko zorganizowaną akcją polityczną to dlaczego my wszyscy mamy dokładać do paru nieudolnych intrygantów? Ten kto się zdecyduje na śledztwo ma kilka ciekawych głów na talerzu gwarantowanych.

Komentarzy(2235) »
Polityczni urzędnicy za kraty?
2009-11-03

Ciekawostka. Czy nastąpi koniec bezkarności za nie zawieranie korzystnych dla firmy kontraktów? Płocka prokuratura bada, czy były zarząd Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń nie naraził spółki na „szkody wielkich rozmiarów” – dowiedział się „Parkiet”. Śledztwo wszczęto na wniosek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Poniżej publikujemy dzisiejszy artykuł z „Parkietu”. Stało się w naszej ocenie coś ważnego. Do niedawna zasadą było to, że za błędy „zaniechania” polityczni prezesi spółek i ich mocodawcy nie ponosili konsekwencji. Czasami za podjęcie decyzje o kupieniu trefnych aktywów, zawarciu dziwnych kontraktów itp zdarzało się, że następcy starali się wyciągnąć konsekwencje. Nie przypominamy sobie żeby za „zaniechanie”, które przysporzyło olbrzymie straty Skarbowi Państwa starano się dochodzić sprawiedliwości. W przypadku opisywanym przez „Parkiet” chodzi o to, że paru facetów rządzących PERN i ich koledzy z rady nadzorczej i ministerstwa dopuściło do sytuacji, w której nie przedłużono umów tranzytowych PERN. Kosztowało to PERN i Naftoport utratę milionów złotych i przede wszystkim zmniejszyło bezpieczeństwo energetyczne państwa. Ropa tranzytowa wspierała bowiem polskie rafinerie w sytuacjach kryzysowych. 10 mln ton ropy w tranzycie było gwarancją zapewniającą rafineriom surowiec gdyby nastąpiło „zakręcenie kurka” lub nagłe „popsucie” się rury jak w Możejkach.

Dlaczego tak się stało? Naszym zdaniem było jak zawsze czyli działacze od bezpieczeństwa energetycznego nie mieli bladego pojęcia o co chodzi w tranzycie ropy naftowej jednak starali się ugrać swoją polityczną grę. Wymachiwali szabelką, że znajdą tańszych i lepszych dostawców niż dotychczasowy. Jak się trochę nauczyli i okazało się, że nie jest to takie proste to związana z nimi partia przegrała wybory.

Po wygranych przez PO wyborach każdy w zarządzie PERN, radzie nadzorczej czy też ministerstwie wiedział, że za chwilę ich wyrzucą. Pozostawili więc firmę bez nowych kontraktów. Nowa ekipa, związana z PO, przyszła do firmy pozostawionej bez umów więc na starcie miała wielkie kłopoty.

Wydawało się, że będzie jak zwykle. Polityczna gierka pozostanie bezkarna. Kariery zbudowane na walce o bezpieczeństwo energetyczne nie będą zagrożone. Wszystko zostanie schowane pod prostymi hasłami prowadzenia działań dla dobra państwa i walce „o nasze i wasze bezpieczeństwo”. A tu proszę śledztwo prokuratury za to, że paru facetów postanowiło nie przedłużać umów tranzytowych z Mercurią (J&S). Mamy nadzieję, że prokuratura i ABW doprowadzi sprawę na salę sądową. Znając szczegóły sytuacji wiemy bowiem, że będzie z pożytkiem dla wszystkich państwowych firm. Nie zawieranie korzystnych kontraktów może kosztować wiele nie tylko państwowe firmy ale i stojące za tym osoby.

„Parkiet”:

„Informację potwierdziła Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Płocku. – Wydział ds. przestępczości gospodarczej naszej prokuratury faktycznie prowadzi śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez członków zarządu Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń w latach 2007–2008 – powiedziała. Chodzi o rozmowy, jakie w tym okresie zarząd PERN-u prowadził z firmą J&S na temat tranzytowego przesyłu ropy naftowej rurociągiem Przyjaźń na odcinku Adamowo-Gdańsk. Ostatecznie jednak szefostwo państwowego przedsiębiorstwa ani nie przedłużyło wcześniejszych umów, ani nie zawarło nowych, przez co miało wyrządzić firmie „szkody wielkich rozmiarów”. W grę wchodziłyby szkoda, której wartość oszacowano na ponad 1,8 mln USD (przy aktualnym kursie ponad 5,2 mln zł).

– Weryfikujemy teraz wszystkie te informacje na podstawie dokumentów oraz przesłuchania świadków – wyjaśniła nam Śmigielska-Kowalska. – Na tym etapie nie badamy jeszcze kwestii związanych z bezpieczeństwem energetycznym – dodała. Śledztwo zostało wszczęte 15 lipca, a po trzech miesiącach przedłużono je do połowy stycznia 2010 r.

Z Arturem Zawartką, ówczesnym prezesem przedsiębiorstwa, nie udało się nam skontaktować. Robert Soszyński, obecny szef PERN-u Przyjaźń, nie chciał się natomiast odnieść do sprawy śledztwa. Powiedział jednak, że w latach 2004–2005 wielkość tranzytu sięgała przeciętnie 10 mln ton ropy rocznie. Potem zaczęła systematycznie spadać, a firma traciła zaufanie kontrahentów. Groziło jej, że tranzyt skurczy się do poziomu zaledwie 1–2 mln ton rocznie.”

Komentarzy(2439) »

Archiwum

mediacyfrowe.pl